Jeżeli coś mi pomaga, to warto pokazać to innym ludziom

96

Agnieszka Kisielewska ma szereg zainteresowań. Jest instruktorką pilaste w Just Gym, stretchingu oraz Aerial jogi w klubie Agora, w dodatku tańczy i śpiewa. Ale na tym nie koniec, bo lubi przełamywać własne bariery. W ćwiczeniach ciała i ducha odnalazła siebie. Rozmawiamy o jej metamorfozie, chęci pomocy innym a także o rozwoju fizycznym i sposobie odżywiania.

Agnieszko, masz bardzo wiele zainteresowań, chociażby pilates, jogę czy stretching, że o tańcu, fotografowaniu czy pisaniu nie wspomnę. Jak znajdujesz na to czas?

(śmiech) Staram się go generować. Jestem poukładana. W moim życiu występuje plan działania. Na każdy miesiąc mam rozpisane wszelkie aktywności, które podejmuję. W międzyczasie pojawia się wolna chwila, którą staram się spędzić twórczo. Jest to możliwe również dzięki temu, że w moim życiu na razie nie ma nikogo. Mam czas na samorozwój i na to stawiam.

Skąd zainteresowanie sportem?

Gdy miałam 22 lata, byłam osobą otyłą. Ważyłam 86 kg. Jadłam zbyt wiele i nie miałam świadomości tego, jak prawidłowo się odżywiać. Remontowałam mamie dach. Przedźwignęłam się. Plecy mi nie wytrzymały. Po tej kontuzji przez wiele dni leżałam w łóżku. Ciężko mi było się podnieść. 

W pewnym momencie stwierdziłam, że nie tędy droga. Byłam młodą dziewczyną, która czuła się jak wrak. Postanowiłam wrócić do sportu i zdrowego trybu życia, tym bardziej że już w dzieciństwie miałam dużo ruchu, grałam w siatkówkę. Później jednak zboczyłam z drogi. Trzeba było wrócić do formy. Natrafiłam w Internecie na pilates. Najpierw poczytałam, później chodziłam do instruktorki, aby zobaczyć, na czym to polega. Stwierdziłam, że to jest to, co chcę robić.

Wracając do pracy na dachu. To nie jest typowo kobiece zajęcie. Żadnej pracy się nie boisz?

(śmiech) Coś w tym stylu. Bardzo lubię prace techniczne, o których można powiedzieć, że są typowo męskie. Potrafię wytynkować ścianę, wbić gwoździa czy zmienić koło w aucie. Bardzo lubię jeździć samochodami. Mam duże zdolności manualne.

Zainteresowałaś się sportem, bo miałaś problemy ze zdrowiem. W końcu zostałaś instruktorką pilates czy stretchingu. Zaczęłaś pomagać innym. Dlaczego?

Uważam, że jeżeli coś jest słuszne, pomogło mi, to warto to pokazać innym ludziom. Chcę wskazać, że w życiu ważne jest nie tylko chodzenie do pracy, ale również dbanie o siebie, o własne zdrowie.

Przychodzą do mnie przede wszystkim kobiety, ale także mężczyźni. Niektórzy uważają, że pilates to babska rzecz, ale Pilates był mężczyzną (śmiech). Kursantki na samym początku kręciły nosem, ale po pewnym czasie zaczęły dostrzegać w swoim ciele różnicę. Muszę przyznać, że wspaniałe jest to, gdy podchodzą do mnie i mówią o postępach.

Co taki trening daje?

Większą elastyczność ciała. Niektóre formy ruchu powodują ćwiczenie mięśni, o które nie dbamy na co dzień, nawet jeżeli chodzimy na siłownię. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że gdy siedzimy, a większość ma pracę siedzącą, nasze ciało się spina. Na treningu mogą rozluźnić mięśnie. Skupiam się na ćwiczeniu całego ciała, od koniuszków palców u rąk, po palce u stóp.

A co z kolei może dać joga?

Joga to jest coś więcej niż sama fizyczność. Jest to sztuka ćwiczenia m.in. oddechu. A sam oddech, który jest niezwykle ważny w naszym życiu, uspokaja umysł. Więc my wykonując asany, połączone z oddechem, faktycznie potrafimy wyciszyć umysł i się zrelaksować.

Uwielbiasz też tańczyć. A ostatnio twoim konikiem stał się taniec akrobatyczny na kole. Czy można te dwie aktywności ze sobą porównać?

Jest to zupełnie co innego. W przypadku tańca akrobatycznego unosimy się w powietrzu, bo koło jest zawieszone nad ziemią. Można by to było porównać do akrobatyki. Nazwane jest to tańcem, bo łączy elementy subtelności, ruchu i gracji. Nie ukrywam, jest to bolesne (śmiech). Naprawdę jest to piękna sprawa. Podoba mi się motyw unoszenia się nad ziemią, latania. Dopiero zaczynam, ale w przyszłości mam zamiar dawać pokazy.

Jak na razie prowadzę zajęcia z szarfami. Jest to nieco podobne dziedzina, chociaż zamiast metalowego koła są chusty.

Ruch to jedno, ale receptą na zdrowie jest jedzenie. Czy stosujesz specjalną dietę?

Jest to tzw. dieta ketogeniczna, czyli czerpanie energii z tłuszczu, tylko że są to dobre tłuszcze, czyli odpowiednia ilość zapotrzebowania kalorycznego a nie frytki z McDonalda. Stosuję odpowiednie proporcje jedzenia tłuszczu, białka i węglowodanów. Węglowodany są praktycznie wyeliminowane. Cukier jest wykluczony, bo bardzo uzależnia i powolutku może nas zabijać. Tłuszcz jest mocniejszym nośnikiem energii, więc możemy zjeść mniej, a faktycznie uzyskać o wiele lepsze rezultaty działań w ciągu dnia. Nasz mózg jest o wiele lepiej odżywiony. 

Planuję wprowadzić program, utworzyć grupę testową, która sprawdziłaby plan żywieniowy, który będę ustalać wprowadzając ludzi w ketozę. (śmiech) Proszę się nie bać, ketoza to nasz naturalny stan życia, np. podczas snu, gdy nie dostarczamy sobie jedzenia i węglowodanów. Uważam, że sposób żywienia ketogeniczny jest o wiele zdrowszy, niż faszerowanie się węglowodanami. Zaobserwowałam, że rano wstaję w o wiele lepszym nastroju. Mam więcej energii.

W takim razie co jesz?

Można bazować na oleju kokosowym. Jeżeli jest on nierafinowany. Dobre tłuszcze zawierają także orzechy. Nawet ich mała ilość jest bardzo kaloryczna, ale dostarcza nam wielu wartości odżywczych. Są to dwa podstawowe składniki. Nie unikam też mięsa, ale powinniśmy jeść je z głową. Chciałabym zaznaczyć, żebyśmy ograniczali mięso ze sklepów, bo zawiera dużo chemii. Warto jeść także warzywa brokuł, pomidory czy nasiona, jak np. chia czy słonecznik. Można zrobić rewelacyjną pizzę ze spodu twarogowego. Polecam. Tak więc mamy wiele zamienników i metod, aby jeść zdrowo to co lubimy.Wyznaję jednak zasadę, że we wszystkim ważny jest umiar. W jedzeniu również.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here