„Od czasu do czasu” niszczysz siebie

62

Wszystko, co robimy w życiu ma na nas bezpośredni wpływ. Możemy oszukiwać siebie i często tak jest. Mówimy: „to tylko raz, nie zaszkodzi”. Potem powtarzamy te „tylko razy”, zmieniając stwierdzenie na „od czasu do czasu nie zaszkodzi.” Tak jest z wieloma rzeczami, pysznym jedzeniem „śmieciowym”, słodyczami, papierosami, narkotykami, alkoholem. Robimy coś, bo na chwilę wydaje się nam, że jest przyjemnie. I pewnie tak jest.

Zagłuszone zostaje wszystko to, co nas boli, każdy smutek, rozczarowanie, niesprawiedliwości i te natarczywe myśli w głowie tworzące z błahostek, problemy giganty. Na chwilę możemy cieszyć się, że jesteśmy wolni. Zapamiętujemy ten stan i chcemy tam wrócić coraz częściej. Nie mamy świadomości, co niewinnym „od czasu do czasu” robimy sobie i jak wielkie nasze ciało przyjmuje ciosy. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, dopóki ta dzielna i cierpliwa maszyna nie zaczyna szwankować odpowiadając chorobą. Nie bądźmy naiwni, takie problemy nie spadają na nas wraz z deszczem. Nie mówię, że jestem święta, sama wiele razy jadłam fastfoody, napychałam słodyczami, piłam, paliłam. Niby wiedziałam, że papierosy to trucizna, nie raz też umierałam na drugi dzień po alkoholowych ucztach, najwięcej jednak pokazał mi cukier (słodycze). Przygoda z niekontrolowanym napychaniem słodyczami, wyraźnie odcisnęła się na moim ciele wieloma zmianami, które do najprzyjemniejszych nie należały. Chwile przyjemności zamieniły się w walkę ze zdrowiem i nadmiarem kilogramów. Nie za bardzo wiedziałam czemu to sobie robię, chociaż wytłumaczenie miałam i stwierdzenie: „dobra, to ostatni raz”. Przekonałam się – cukier zabija, niszczy organy, powoduje spadki energii, osłabia odporność, odbija się wysypką na skórze i tworzy wiele więcej negatywnych skutków ujawniających się wcześniej czy później. Niesamowite, że sami sobie serwujemy takie przeboje zdrowotne. Przecież nikt i nic innego nie ma takiej siły ani wpływu, by decydować czym faszerujemy nasz organizm. Nikt nie wciska w ciebie konkretnego jedzenia, nikt nie zmusi cię abyś pił, palił czy zażywał narkotyki okolicznościowo i nie tylko. Twoje decyzje i zgoda na pewne rzeczy powoduje to wszystko. Wiem, że w świecie, gdzie znakiem dobrej imprezy jest morze używek całkowicie zmieniających stan świadomości i percepcji, dziwnym byłoby dobrze się bawić bez nich. W tym świecie, trzeba być bardzo odważnym, aby odmówić wspomagaczy i czerpać z chwil trzeźwo i w takim stanie dostrzegać oraz doceniać radość chwil. A może to nie kwestia odwagi, tylko szacunku i miłości do samego siebie? Powodów dla których warto żyć, a nie dążyć do samodestrukcji.

O ile łatwiej nam martwić się i dbać o drugą osobę. Gdy kochamy, a nasze życie nabiera więcej świadomości, chcemy dbać o tego kogoś, wtedy bardziej zdajemy sobie sprawę jaką trucizną są te wszystkie używki. Priorytetem staje się chęć trwania w trzeźwości umysłu i zdrowiu razem z tą osobą. Aby to wszystko trwało jak najdłużej, aby miłość i życie wygrało. Czy nie to jest najważniejsze ? Więcej zaczyna się rozumieć z wiekiem.

Agnieszka Kisielewska

Zapraszam na mój Instagram: aga_yoga

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here