Eko-pszczelarnia pierwsza zagroda edukacyjna w Kętrzynie

26

„Bartnik Mazurski” to rodzinne gospodarstwo pasieczne z ponad 60-letnią tradycją. To również marka doceniona przez wielu konsumentów, którą tworzą pasjonaci Agnieszka i Robert Pucerowie. Od kilku lat działa tu również zagroda edukacyjna Eko-pszczelarnia. O misji zaszczepiania bakcyla bartnictwa wśród najmłodszych z Agnieszką Pucer rozmawia Ewa Brzostek.

Skąd pomysł na zagrodę edukacyjną eko-pszczelarnia?

Mimo, że mieszkamy w zagłębiu pszczelarskim nie ma w okolicy takich zajęć. Jest masa dzieci, które chciałyby zobaczyć jak powstaje miód od pola do stołu, jak wygląda życie rodziny pszczelej, a nie mają takiej okazji. Widzimy, że jest dużo przedszkoli i szkół zainteresowanych takimi zajęciami. Mamy taką cichą nadzieję, że im więcej tego typu warsztatów zrobimy i pokażemy, że praca bartnika może być naprawdę ciekawa, to chociaż kilku pszczelarzy dołączy do nas.

 

Wspominała pani, że jest to zawód ginący. Dlaczego?

Praca pszczelarza jest z jednej strony wymagająca, z drugiej dająca satysfakcję. Mimo tego jest to zawód ginący. Wiele młodych osób kończy studia, chce szybko żyć, dobrze zarabiać i pracować. Bartnictwo wymaga większej dyspozycyjności. My nie mamy wakacji i urlopów. Jak jest czas miodobrania to musimy stworzyć pszczołom najbardziej godne warunki, czyli przewieźć je na przykład w takie miejsca, gdzie pożytków  jest jak najwięcej. Na świecie jest masowe ginięcie pszczół, zmienia się klimat, jest zimno, a potem raptem ciepło, więc fizjologia jest zaburzona i pszczołom coraz trudniej się żyje. Dlatego zależy nam, by pszczelarzy przybywało, bo im więcej pszczelarzy, tym więcej pszczół, im więcej pszczół, tym lepiej dla przyrody i dla nas.

 

No właśnie, a jak to było w pani przypadku? Skąd u pani ta pasja?

Ja dołączyłam do rodziny pszczelarskiej, natomiast rodzina męża to już następne  pokolenie, które zajmuje się bartnictwem. Tutaj pałeczka jest przekazywana z pokolenia na pokolenia. To są typowi pasjonaci. Wszystkie rozmowy toczone przy stole są o pszczołach. Na początku nie było łatwo, ale im więcej pracujesz, tym szybciej załapiesz bakcyla. Można się tym zarazić. Żadna praca cię tak nie wyciszy jak praca z przyrodą, na łonie natury. Może męczy fizycznie, ale nie psychicznie. W tych czasach wiele osób wychodzi z pracy zmęczonych psychicznie. Praca z pszczołami daje niesamowitą satysfakcję.

 

Dlaczego warto skorzystać w oferty eko-pszczelarni?

Dzieci, które do nas przychodzą mają bardzo szeroki zakres zajęć. Rozmawiamy o tym, że pszczoły giną, jak możemy im pomóc, jak powstaje miód, jak być małym ekologiem, robimy świeczki z wosku, mamy degustację miodu, zachęcamy, aby zajęli się tematem pszczelarskim. Mamy wiele eksponatów, wśród nich ul, który ma około 50 lat, bo nie wszyscy wiedzą, że pierwsze państwowe pasieki powstały w Asunach na Warmii i Mazurach. Dzieci mogą zajrzeć do środka ula, zobaczyć jak wygląda życie rodziny pszczelej. Dzieci oglądają żywe pszczoły w ulu za szkłem. Na zajęciach szukamy matki oraz trutnia, oglądamy jajeczka. Dzieci uczą się odróżniać osę od pszczoły. Często zadajemy pytanie co zrobisz jak pszczoła ci wleci do domu? Najczęściej buch ją gazeta, a to jest pszczoła zwiadowca, która przyleciała zbadać teren i zanieść informacje do ula czy tu jest pożytek czy nie. Taka edukacja jest bardzo potrzebna. Widzimy, że dzieci są bardzo chłonne, a największe wrażenie robi na nich pokazanie na żywo życia pszczelej rodziny.

 

Widząc pszczoły na żywo dzieci są zaciekawione czy wystraszone, bo przecież mogą użądlić?

Bardziej wzbudza to ciekawość. Nim otworzymy ul, dzieci są przygotowane, mówimy im co za chwilę zobaczą, jak mają się zachować. Niejednokrotnie obserwowałam, że przed odsłonięciem ula panuje cisza, dzieci stoją jak zaczarowane i dopiero potem jest wow. One wiedzą, że są bezpieczne, że żadna pszczoła nie wyleci i nie użądli. Moment szukania matki jest dla nich fascynujący. Ostatnio mamy taką modę, że grupy nazywają swoją matkę: królowa Biedronka, królowa Elżbieta, królowa Maja i każdy ul jest podpisany. Takie organoleptyczne warsztaty zostają najbardziej w pamięci, bo możesz dotknąć, poczuć. Dzieci kiedy widzą taki żywy organizm to dla nich jest tak fascynujące i inspirujące, że wtedy pada najwięcej pytań.

 

A jakie pytania zadają wam dzieci? Czy coś was zaskakuje?

O tak. Jak się pszczoły porozumiewają ?Dlaczego królowa jest najważniejsza  w ulu? Skąd pszczoły wiedzą z których kwiatów jest najwięcej nektaru?  Dzieci zadają fajne pytania. Jaki mód jest najzdrowszy? Jaki miód jest najlepszy dla sportowców? Pytają o rzeczy techniczne. Ile pszczół jest w ulu? Jak to jest, że wszystkie pszczoły słuchają matki i każda ma swoją rolę w ulu i się nie buntują? Jak to jest, że potrafią rozpoznać, że jakaś pszczoła nie jest z tego ula? Dzieci też są ciekawe dlaczego rzepak jest żółty, a miód rzepakowy biały, kwiat gryki jest biały, a miód z niego ciemny? Super też są degustacje, bo okazuje się, że gdy zasłaniamy dzieciom oczy i smakują różnych gatunków miodu, one potrafią bezbłędnie odgadnąć, który to miód gryczany czy spadziowy. Na naszych zajęciach dzieci same sobie nalewają swój słoiczek miodu, który zabierają do domu. Otrzymują też etykietę i tłumaczymy, co tam powinno być zawarte, czyli jaki miód, termin ważności, kto go wyprodukował i najważniejsze, że kupujemy tylko Polski miód, aby młody konsument miał poczucie tożsamości, związku z regionem, i aby wspomagać mały, lokalny rynek.

 

Wydaje mi się, że dzieci mają taką świadomość, że jest pszczoła, a na półkach sklepowych stoi słoik z miodem i nie ma nic pomiędzy. Natomiast w waszej zagrodzie nie tylko pokazujecie eksponaty, ale pokazujecie cały proces powstawania miodu.

Tak od pola do stołu. Mamy ramki z węzą, z suszem, czyli odbudowaną komórką i ramki z miodem. Dziecko po kolei widzi fazy, jak ten miód powstaje, jak pszczoła musi się napracować, ile musi wykonać lotów, ile odwiedzić kwiatów, aby zebrać nektar, że musi zebrać 3 kg nektaru, z którego powstaje 1 kg miodu. Te liczby robią wrażenie. Na zajęciach podkreślamy, że pszczoły zapylacze to są bardzo pożyteczne owady, bo miód jest produktem ubocznym. Głównym zadaniem pszczoły jest zapylanie roślin i to jest najważniejsze zadanie dlatego, że jedna trzecia żywności  na świecie powstaje dzięki zapylaczom. Edukujemy w zakresie ekologii, żeby nie stosować chemicznych środków ochrony roślin, tylko produkty ekologiczne, w jakich godzinach można to robić, wspólnie siejemy rośliny miododajne, gdzie dzieci widzą jak pszczoły pracują na tych kwiatach. Lekcja na żywo jest najlepsza, kiedy dzieci mogą dotknąć wosku, posmakować miodu w plastrach. Niektóre dzieci próbowały miód z plastra po raz pierwszy. Dla tego pokolenia to są obce doznania i obce wrażenia. Tym bardziej widzimy tu niszę i potrzebę robienia takich warsztatów.

 

Warto tu wspomnieć o wartościach zdrowotnych miodu.

Kupując u lokalnego pszczelarza mamy gwarancję jakości. Najzdrowsze miody to te, które jesteśmy w stanie pozyskać w tym środowisku, w którym żyjemy. Mamy wiele gatunków miodu. Przy degustacji mówimy też jakie gatunki są zalecane na kaszel, na gardło, przeziębienia, serce czy na inne dolegliwości. Opowiadamy również czego z miodem robić nie wolno. Na przykład, że w temperaturze powyżej 40 stopni wszystkie enzymy w miodzie giną i zostaje nam tylko słodzik, dlatego nie dodajemy go do gorącej herbaty czy mleka. W naszej zagrodzie robimy drugie śniadanie, gdzie podajemy pieczywo, mleko, miód, żeby to było tak, jak u babci na wsi. Wiele dzieci odkrywa wtedy, że lubi miód i zaczyna go konsumować.

 

A czy oprócz tego, że przybywa zwolenników smaku miodu padają deklaracje, że ktoś z uczestników waszych warsztatów zostanie pszczelarzem?

Tak, co nas bardzo cieszy. Tata jednego z chłopców, który był u nas na zajęciach zadzwonił do nas po dwóch tygodniach i powiedział, że jego synowi tak się spodobały warsztaty, że chcą spróbować tego fachu. W końcu przyjechali i kupili ul, który postawili sobie na swojej działce nad jeziorem. Mój mąż im pomaga i pilotuje tę mini pasiekę. Mamy też studenta, który tak załapał bakcyla, że zmienił kierunek studiów na typowo branżowy. W tej chwili ma pięć uli i w tym roku zrobił już pierwsze miodobranie. To są nasze małe sukcesy i to daje satysfakcję, że to ziarenko zostało zasiane.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here