Jakie tajemnice kryją się w Mamerkach?

112

Bunkry w Mamerkach to niemi świadkowie wydarzeń II wojny światowej, dziś tłumnie odwiedzane przez turystów. Historycy łączą je z miejscem ukrycia „Bursztynowej Komnaty”. Czy ten cenny zabytek faktycznie został schowany w Mamerkach czy jest to tylko legenda, która ma pobudzić wyobraźnię poszukiwaczy skarbów? Tajemniczy tunel odkryty w tym roku rzuca światło na całą sprawę.

Mamerki decydują o losach wojny
Na Mazurach, nad Kanałem Mazurskim, 8 km od Węgorzewa znajduje się jeden z najlepiej zachowanych w Polsce, kompleks niezniszczonych bunkrów niemieckich z okresu II wojny światowej. W latach 1940-1944 zbudowano dla potrzeb 40 najwyższych generałów i feldmarszałków, 1500 oficerów i żołnierzy Wehrmachtu około 250 obiektów, w tym 30 schronów żelbetowych, które niezniszczone zachowały się do naszych czasów. Niemcy nie zdążyli wysadzić schronów, zostały one opuszczone bez walki przez wojska Wehrmachtu w styczniu 1945. O historii obiektu opowiada Bartłomiej Plebańczyk z Muzeum II Wojny Światowej w Mamerkach.
– Znajdujemy się w Mamerkach w Kwaterze Głównej Niemieckich Sił Lądowych. Podczas drugiej wolny światowej było to jedno z najważniejszych miejsc jeżeli chodzi o dowodzenie armii niemieckiej. Pracowało tu 40 generałów, którzy dowodzili atakiem na Związek Radziecki, zajmowali się logistyką, transportem i organizacją całych wojsk lądowych i niemieckich sił zbrojnych. Tu również przygotowano spisek na Hitlera, gdzie w razie udanego zamachu generałowie i oficerowie chcieli przejąć władzę i prowadzić wojnę na swoich zasadach, licząc na to, że będą lepiej zarządzać II Wojną Światową, która będzie korzystniejsza dla nich i dla państwa niemieckiego – mówi Plebańczyk. – Generałowie byli jedynymi osobami, którzy z pierwszej ręki posiadali informacje jaki jest stan militarny armii Niemieckiej, armii Czerwonej i aliantów. Jako dowódcy mieli też swobodę w dostępie do broni, dokumentów, informacji, do tajnych służb i byli w stanie przeprowadzić skutecznie zamach. Tylko chichot historii spowodował, że ten zamach się nie udał, ale na tamte czasy wyglądało na to, że tylko oni są w stanie pozbawić życia Hitlera, bo mieli do niego bezpośredni dostęp i tylko oni mogą próbować zmieniać losy wojny. Pech chciał, że Hitler zamach przeżył i spisek został ujawniony. Większość z nich zostało skazanych przez sądy III Rzeszy na śmierć – dodaje.
Pamiątką po tamtych czasach jest kompleks bunkrów tłumnie odwiedzanych przez turystów. Mogą oni zwiedzać wszystkie pomieszczenia, przenieść się w czasie do sztabu generalnego armii niemieckiej, jednego z najważniejszych miejsc jeśli chodzi o drugą wojnę światową. Na terenie znajduje się najwyższa na Mazurach wieża widokową, z której widać jezioro Mamry. Jest tu również Muzeum II Wojny Światowej, gdzie znajduje się replika bursztynowej komnaty, zabytku, który dziś rozpala wyobraźnię niejednego poszukiwacza skarbów.

Bursztynowa komnata znika w Królewcu
Bursztynowa komnata powstała na początku XVIII w. z inicjatywy Fryderyka I Hohenzollerna. Miała ona zdobić jego gabinet w podberlińskim pałacu w Charlottenburgu. Za twórcę idei artystycznej Bursztynowej Komnaty uważany jest gdańszczanin, architekt Andrzej Schluster. W 1716 roku car Rosji Piotr I Wielki w czasie wizyty w Poczdamie, zachwycony arcydziełem, otrzymał je w podarunku od Fryderyka Wilhelma I jako dowód przyjaźni i potwierdzenie zawartego sojuszu. Dar trafił do Petersburga. Bursztynowa Komnata była wystawiona w Pałacu Letnim, następnie Zimowym, aż w 1755 roku z polecenia carowej Elżbiety I trafiła do Carskiego Sioła. Tam została rozbudowana i wzbogacona. W 1941 r. pałac został zrabowany przez Niemców. Bursztynowa Komnata trafiła do zamku w Królewcu. 9 kwietnia 1945 r. Armia Czerwona zdobyła królewiecką twierdzę, jednak skarbu nigdy nie odnaleziono. Skąd przypuszczenie, że trafiła do Mamerek?
– Mamerki zawsze były typowane jako miejsce ukrycia Bursztynowej Komnaty – podkreśla Bartłomiej Plebańczyk. – Przemawia za tym geografia, bo 200 km dalej jest Królewiec, gdzie ostatni raz ten zabytek był widziany. W zimie 1945 roku Niemcy najprawdopodobniej ewakuowali Bursztynową Komnatę w drewnianych skrzyniach. Jeśli wybrano drogę lądową to Mamerki były jednym z pierwszych miejsc, gdzie można ją było schować – dodaje.

Świadkowie pokazują miejsce ukrycia
Okazuje się, że są również świadkowie, którzy rzekomo widzieli tajemniczy transport, który miał być zamurowywany.
– Na przełomie lat 70-tych z Barczewa przewożono zbrodniarza wojennego Ericha Kocha, który nadzorował ewakuację Bursztynowej Komnaty. Pojawił się w Mamerkach i wskazywał miejsce jej schowania. Dwa lata temu przy użyciu georadaru odkrywaliśmy to miejsce, ale okazało się, że nic tam nie ma – opowiada Plebańczyk.
Czy zatem Erich Koch celowo wprowadził w błąd i Bursztynowej Komnaty nie ma jednak w Mamerkach?
– Zakładamy, że Erik Koch mógł się pomylić, bo minęło wiele lat. Dysponujemy jednak zeznaniami innego świadka, który w 1945 roku był wartownikiem w Mamerkach i na własne oczy widział w zimie transport i skrzynie, które zostały schowane w miejscu wskazywanym przez Ericha Kocha. Ten człowiek po 45 roku nie uciekł z armią niemiecką, tylko został jako autochton i pracował na poczcie. W latach pięćdziesiątych z tą informacją zgłosił się do dowództwa jednostki saperów Wojska Polskiego stacjonującej w pobliskim Węgorzewie, która rozpoczęła poszukiwania, niestety bezowocne – mówi Bartłomiej Plebańczyk.

Kolejna szansa na odnalezienie Bursztynowej Komnaty
27 czerwca 2019 roku znowu pojawiła się nadzieja, że skarb zostanie odnaleziony.
– Trzy lata po bezowocnych poszukiwaniach Bursztynowej Komnaty znowu mamy nadzieję na odkrycie czegoś związanego z II wojną światową. Niedaleko tego miejsca, gdzie prowadziliśmy ostatnie poszukiwana przy użyciu profesjonalnego georadaru udało nam się zlokalizować zasypaną studzienkę techniczną. Wygląda na to, że od czasu II wojny światowej nikt jej nie otwierał – ekscytuje się Bartłomiej Plebańczyk.
Studzienka została zasypana półmetrową warstwą ziemi, a dodatkowo w rogu jej wyrosło duże drzewo, które blokuje dostęp do wejścia. Po usunięciu drzewa i podniesieniu ciężkiej betonowej płyty po ponad 70 latach zebrani mogli zobaczyć co jest w środku.

Ewa Brzostek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here