Bitwa stulecia i Katarzynki

85

Gdzie jest wasz Bóg, który was uwolni – drwił pogański książę Witenes zwracając się do wziętych w niewolę kobiet. – Niech was wyratuje – szydził patrząc na objuczone konie, gdzie znajdowały się zrabowane bogactwa. Nie zdawał sobie jednak sprawy z tego, że przyjdzie mu słono zapłacić za swoje słowa.

Już po raz dziewiąty 25 maja na wopławskim polu między wsiami Góry, a Strzyże współcześni rekonstruktorzy przypomnieli wydarzenia z 1311 roku. Oto bowiem ponownie do boju stanęli rycerze Zakonu Krzyżackiego i litewskiego księcia Witenesa. Widowisko zgromadziło tłum wielbicieli żywej historii. Była to „bitwa stulecia”, o której przebiegu pisali w swoich kronikach Piotr z Dusburga oraz Marcin Maurinius. Według relacji tego ostatniego, zmieszczonej w „Kronice mistrzów pruskich” w okresie przedwiośnia „Litwini pod wodzą Witenesa zaatakowali ziemie będące już wtedy pod władaniem Zakonu Krzyżackiego. Na szlaku swojej grabieżczej wyprawy zostawili tylko zgliszcza, krew i łzy, zabierając ze sobą złoto i niewolników. Dotarli aż do Lidzbarka Warmińskiego, który został przez nich spalony. W drodze powrotnej w pobliżu wsi Wopławki dopadła ich pogoń wojsk zakonnych pod wodzą marszałka Hermanna von Plotzke”. Niektóre źródła podają, że Litwini już 3 kwietnia założyli pod Wopławka swój obóz, skąd dokonywali grabieży w głąb biskupstwa warmińskiego. Do obozu trafiali jeńcy i skradzione bogactwa. Krzyżacy mieli problem z szybko poruszającymi się Litwinami, dlatego też postanowili zaatakować obóz.

Do bitwy doszło 7 kwietnia. Niektóre źródła mówią też o 18 lub 28 kwietnia. Według kronikarza Mauriniusa w litewskim obozie znajdowało się 4000 zbrojnych oraz 1200 jeńców. Podobne liczby przytacza Piotr z Dusburga. Dane te są jednak podważane przez współczesnych historyków. Piotr z Dusburga był kapłanem Zakonu, stąd podawane przez niego informacje mogą mieć charakter lekko naciągany, natomiast Maurinius swoją kronikę napisał ponad 200 lat później. Współcześni historycy analizując doniesienia o innych litewskich atakach w tym okresie sugerują, że wyprawa mogła liczyć najwyżej setkę konnych. Miało to znaczenie strategiczne, ponieważ takie grupy mogły poruszać się szybciej i łatwiej docierać w głąb obszaru państwa zakonnego jako niezauważone oraz szybciej ewakuować się po przeprowadzonym ataku. Na wopławskim polu Krzyżacy dokonali dwóch nieudanych szturmów na chroniony zasiekami obóz litewski. Dopiero za trzecim uderzeniem przełamali obronę. Według kronikarskich danych w walce poległo 300 Litwinów, a książę Witenes wraz z niewielkim oddziałem uciekł z pola walki. Nieliczne grupy zostały zaatakowane i dobite w pobliżu okolicznego Jeziora Mój. Według legendy wiele bogactw zatonęło w tym jeziorze i okolicznych bagnach. Podobno do tej pory czasami przy pełni księżyca widać nad wodą złotą poświatę.

Piotr z Dusburga opisuje w swojej kronice dzielną postawę schwytanych kobiet, które widząc nadciągającą pomoc: „chwyciły co miały pod ręką i pozabijały swoich oprawców tak, jak umiały”. I tu pojawia się kolejna legenda o powstaniu słynnych toruńskich wypieków, zwanych ”Katarzynkami”. Po zwycięstwie nad Litwinami pod Wopławkami Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego Karol z Trewiru ufundował w Toruniu klasztor benedyktynek. Podobno trafiły do niego kobiety uwolnione w czasie bitwy. Jedna z nich o imieniu Katarzyna w dowód wdzięczności za ocalenie przygotowała specjalne wypieki, którymi poczęstowano krzyżackich wojowników. Podobno smakołyk przypadł im tak do gustu, że rozpoczęto jego „masową” produkcję już w Toruniu.

Bitwa pod Wopławkami została przez kronikarzy okrzyknięta „bitwą stulecia”. Było to pierwsze zwycięstwo Krzyżaków nad Litwinami. W Wopławce powstała strażnica mająca strzec przed kolejnymi najazdami. Do dziś jej pozostałości można zobaczyć w przypałacowym parku. Zwycięstwo to było też o tyle ważne, że sama wyprawa litewska była jedną z najbrutalniejszych i najkrwawszych, zakończonych też największymi stratami materialnymi. W świetle późniejszej o 100 lat bitwy pod Grunwaldem podkętrzyńska bitwa również nabiera specyficznego kolorytu jako fakt historyczny, a dzięki obecnym rekonstruktorom staje się z roku na rok coraz popularniejszą atrakcją turystyczną.

Ewa Brzostek

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here